czwartek, 18 września 2014

Memento

Jeżeli porcelana to wyłącznie taka
Której nie żal pod butem tragarza lub gąsienicą czołgu,
Jeżeli fotel, to niezbyt wygodny, tak aby
Nie było przykro podnieść się i odejść;
Jeżeli odzież, to tyle, ile można unieść w walizce,
Jeżeli książki, to te, które można unieść w pamięci,
Jeżeli plany, to takie, by można o nich zapomnieć
gdy nadejdzie czas następnej przeprowadzki
na inną ulicę, kontynent, etap dziejowy
lub świat

Kto ci powiedział, że wolno się przyzwyczajać?
Kto ci powiedział, że cokolwiek jest na zawsze?
Czy nikt ci nie powiedział, że nie będziesz nigdy
w świecie
czuł się jak u siebie w domu?



S. Barańczak

czwartek, 3 kwietnia 2014

piątek, 28 marca 2014

Co dalej z blogiem?

Zakończyła się moskiewska przygoda.
Polubiłam pisanie bloga. Wiem, że mam grono wiernych czytelników i bardzo Wam dziękuję za wsparcie.
Ile Was było? Wpiszcie mi "pa-pa" w komentarzu, coby moja miłość własna rozkwitła i coby mnie mile połechtać :D

Przede mną kolejna wolta życiowa i zawodowa. Czy będę o niej pisać? Młoda robi się coraz starsza i pewnie zażąda prywatności. Dojazdy do pracy będą mi pochłaniały codziennie mnóstwo czasu. Rodzina będzie chciała domowych obiadów i ciasta (hehe, niedoczekanie). Będę odwiedzać przyjaciół i krewnych. Będę leczyć to, co zepsuło się w Moskwie - i fizycznie, i duchowo. 

Może będę pisać. Chciałabym - już kiedyś o tym wspomniałam - poznać Warszawę tak, jak zaczęłam poznawać Moskwę - dogłębnie, od podszewki. Chciałabym móc przejść ulicą i opowiedzieć coś o każdym mijanym budynku - dziś potrafię tak tylko o Krakowskim Przedmieściu. Chciałabym udowodnić, że można być słoikiem i zakochać się w Warszawie.

Zaglądajcie tu czasami. Jak tylko ogarnę nową rzeczywistość - zaproszę Was na nowy blog.

czwartek, 27 marca 2014

Czy było warto?

Pięć lat temu rzuciłam się w przygodę. Zostawiłam spokojną i bezpieczną - choć bardzo wymagającą - pracę w szkole, zostawiłam wypracowywaną przez lata pozycję tłumacza, zostawiłam (to nie tak miało być, ale tak wyszło) w kraju męża, zostawiłam praktycznie całą rodzinę, wzięłam pod pachę czterolatkę, spakowałam podstawowy dobytek i wyjechałam "na dziki wschód". Budząc przerażenie znacznej części przyjaciół i znajomych Królika, czyli moich.

Przygoda - zgodnie z planem, ale też jak wszystko w życiu - skończyła się. Jestem dziś zupełnie inną osobą - zawodowo i wewnętrznie. Znam swoje możliwości i swoje ograniczenia o wiele lepiej, niż kiedykolwiek przedtem. Wiem, że potrafię osiągnąć bardzo dużo. Wiem, że czasami muszę powiedzieć sobie "stop". Mam mocną pozycję zawodową i nieocenione doświadczenia. Mam pewność siebie, której brakowało mi przez lata, znam swoją wartość.

Widziałam kawał Rosji - więcej, niż wielu znanych mi Rosjan. Na mapce poniżej jest ponad 50 znaczków - część z tych miejscowości odwiedziłam służbowo, bardzo wiele - prywatnie. Widziałam tajgę i tundrę. Zwiedziłam Rosję - jak w rosyjskim hymnie - от южных морей до полярного края - od mórz południowych do krain polarnych, od Kaliningradu do Władywostoku. Przemierzyłam wiele tysięcy kilometrów. Kiedy nie mogłam mierzyć wszerz - kopałam wgłąb, w warstwy kulturowe i historyczne. Moskwę też znam lepiej od wielu znanych mi Moskwian. 

Zachłystnęłam się rosyjską kulturą - muzea, teatry, wystawy, cyrki - nurzałam się w tym wszystkim z dziką radością.

Nie udało mi się tylko z ludźmi - nie nawiązałam głębokich relacji z miejscowymi, a kiedy już myślałam, że udało mi się zaprzyjaźnić - okazało się, że to oszust. Bywa. Pewnie to koszt tego, że byłam ekspatką z innego świata, a nie "zwykłym śmiertelnikiem".

Każda przygoda ma swoją cenę. Ta również. Na pewno sporą cenę zapłaciła moja córka - przeprowadzka, zwłaszcza do Polski, kosztowała ją bardzo wiele. Zyskała dwujęzyczność i możliwości rozwoju, które w Polsce nie przyszłyby mi do głowy. Ja wśród setek dobrych doświadczeń doznałam także doświadczeń traumatycznych, w najdosłowniejszym tego słowa znaczeniu. Godziny w samolotach i przeskakiwanie stref czasowych co najmiej raz w miesiącu nie mieszczą się też w pojęciu "zdrowy tryb życia", a praca na maksymalnych obrotach szybko wypala. Czeka mnie też żmudny proces docierania się na nowo i odbudowywania związku, o który trudno było dbać na odległość.

Było fajnie. Niski Tobie połon, Moskwo. Dziękuję za wszystkie dni, które dane mi było tu spędzić.
Ale cieszę się, że wracam. 


poniedziałek, 17 marca 2014

Pakowanie - skutki uboczne

Nie ma to jak spakować grzecznie ostatnią szufladę - czyli apteczkę, ładnie ją zakleić kilkoma warstwami taśmy i zabrać się za pakowanie upominków na pożegnanie.
Nie ma to jak podczas tego pakowania zajechać sobie czymś ostrym w palec i powalać posoką dwa kartonowe puzderka, a następnie, naiwnie wierząc, że ranka się była zamknęła, zostawić krwawy ślad na metrze ozdobnego papieru.
Dobrze, że dzięcię grało było w piłkę, nie słyszało, jak matka mięsem rzucała, dobierając się do wody utlenionej i plasterka. Po cholerę pakowałam wodę utlenioną i plasterki, przecież to grosze kosztuje i na każdym rogu można kupić w dowolnym kraju!
Potem trzeba było kombinować jak koń pod górę, żeby nie szukać na gwałt nowych pudełeczek i wstążeczek. 

Pamiętajcie: apteczkę pakuje się na końcu. Bo ona jest złośliwa, paskuda jedna!

Ale mam wrażenie, że widzę gdzieś koniec tego pakowania. Z całą pewnością kończą mi się kartony, no i różne przydatne rzeczy wciąż pożyczam od sąsiadów. Chcecie wpaść na winko i ciasto? Ekstra. To pożyczcie mikser i przychodźcie z własnym korkociągiem...

niedziela, 16 marca 2014

Dożyć do poniedziałku

W ramach likwidowania analfabetyzmu obejrzałam sobie film "Dożyć do poniedziałku", z 1968 roku, z Tichonowym w roli głównej (grał Schtirlitza w "17 mgnieniach wiosny" i Bołkońskiego w "Wojnie i pokoju"). Rzecz o szkole i relacjach w szkolnej społeczności.
Byłam uczennicą, byłam nauczycielką.
Mam wrażenie, że w moich szkołach nikt się nie przejmował, hmmm, wychowaniem. Tym, że nauczyciel "sieje ziarno dobre, czyste, wzniosłe", i tym bardziej, że czasem wyrasta "perz z łopianem". I tym, że jeśli nie masz siły czy ochoty codziennie udowadniać gówniarzerii, że nie jesteś durniem - i udowadniać skutecznie, a oponenci mają wszak zawsze mocne argumenty przeciw, boś stary i na niczym się nie znasz - to twoje miejsce nie jest w szkole. Nikogo nie obchodzi niejednoznaczność ocen moralnych i postaw. Zakuć, zdać, zapomnieć - to maksyma nie tylko młodzieży, ale i belfrów. 
Ale i młodzież jest inna. Dziewczyny chyba nie dają już w mordę, nikt już chyba nie wyjdzie z klasy, kiedy uzna, że został obrażony, a jeśli wyjdzie - to nikt nie pójdzie w jego ślady w ramach solidarności. Czy istnieje w ogóle solidarność? I tak było już za moich wczesnoszkolnych czasów.

A Pani mojego dziecka w rosyjskiej szkole wychowaniem się przejmuje. I indywidualnym, i grupy. Obchodzą ją relacje klasowe i obchodzi ją, co myśli sobie każde z dzieci. Czy w Polsce trafi na taką panią?

piątek, 14 marca 2014

Rzut na taśmę - Fomenko

Szczerze?
Nie chce mi się już nigdzie chodzić i niczego nowego odkrywać. Chcę, żeby się to jak najszybciej skończyło. Dziś jestem ostatni dzień w biurze (czeka mnie jeszcze wyjazd służbowy), Młoda nie chce już chodzić do szkoły - i chyba zrobię jej kilka dni wolnego.
Ale jeszcze byłam w teatrze. Takim, do którego wcześniej nie udało mi się zajrzeć - Mastierskaja (Pracownia) Piotra Fomenko. Było mi kompletnie już wszystko jedno, na jaki spektakl idę i jakie recenzje to przedstawienie ma, chciałam zobaczyć teatr.

fomenko.theatre.ru
Fajny jest. Już sam budynek jest fajny, stoi niemalże w rzece, vis a vis Moscow City Center, tuż przy Kutuzowskim. Nowoczesny i bardzo funkcjonalny - przynajmniej dla widza. W foyer była ciekawa wystawa czasowa miejskiej rzeźby - o niej napiszę osobno, fascynująca metalowa poezja. Dodatkowa scena i widownia wprost w foyer, przed wejściem do sali kameralnej. Duża sala klasyczna, i spektakl też dość klasyczny - "Wiariatka z Chaillot" Giraudoux.

Trudno było powiedzieć, o czym to było - o wojnie biednych i bogatych? O wariatkach, którym udało się pokonać biznes? Ale było bardzo przyjemne, nostalgiczne, sympatyczne, dużo było ciekawych efektów, aktorzy - jak piszą w recenzjach - grali, że grają (w końcu groteska, to musi być przerysowana), ale... podobało mi się.

Bardzo przyjazny teatr.